Music

sobota, 22 marca 2014

Rozdział III - Sebastian&Ciel

Niestety owa chwila, musiała się w pewnym momencie skończyć.
Sebastian powoli, rozluźnił uścisk, a chłopiec ze strachem w oczach spojrzał na niego.
Nic nie mówił.
~Zaryzykować…?~
Pomyślał demon, patrząc na chłopca.
~Nie warto zwlekać.~
Oznajmił i delikatnie ujął dłoń chłopca, nadal przed nim klęcząc.
- Panie, ja…
Zaczął, jednak drzwi od pokoju gwałtownie się otworzyły.
Do pomieszczenia wpadła Maylene z czystą pościelą. Równocześnie spojrzeli na kobietę.
- Paniczu Phantomhive, przyniosłam…
Urwała kobieta, widząc całą sytuacje. Była w szoku.
Chłopak znów założył swoją maskę, nikt nie mógł dowiedzieć się o całym zajściu.
~Proszę Sebastianie, wybacz mi…~
Pomyślał chłopiec, po czym ze złością i nienawiścią spojrzał na lokaja.
- Co Ty wyprawiasz plugawy psie?!
Wyszarpnął swoją dłoń, zamachnął się i z całej siły spoliczkował Sebastiana.
Maylene, aż drgnęła z przerażenia. Dopiero po chwili odzyskała głos.
- To ja t-tutaj położę pościel i j-już wychodzę mój Panie.
Wyjąkała pokojówka, odkładając stertę pościeli.
Ciel jednak nie zwracał na nią uwagi. Jego serce pękało ze swej nienawiści.
Włosy Sebastiana, zakryły jego czerwony od uderzenia policzek.
Zasłaniały jego twarz. Chłopiec nie widział co wyrażała.
W końcu demon powoli wstał i spojrzał ponownie na swojego Pana.
- Przepraszam Paniczu, muszę udać się aby skończyć moje obowiązki.
Ciel nie zmieniał wyrazu twarzy.
~W-wybacz mi… Wybacz Sebastianie, błagam…~
Cały drżał, jednak czując na sobie wzrok służącej dodał do lokaja.
- Wynoś się.
Demon ukłonił się i wyszedł.
Maylene złożyła prześcieradła, zmierzając do wyjścia spojrzała kątem oka na Panicza, który cały czas patrzył się w podłogę.
- Paniczu, czy wszystko…
- Tak.
Oznajmił chłopiec , uśmiechając się triumfalnie, a zarazem sztucznie…
-  To dobrze.
Powiedziała pokojówka, wychodząc i zamykając za sobą drzwi.
Chłopak spojrzał na swoją dłoń, która była jeszcze ciepła od uderzenia które zadał lokajowi.
~Co miało znaczyć te słowa:
 „Panie, ja…”? A jeśli…~
Chłopiec otworzył szeroko oczy i spojrzał na drzwi, przez które odmeldował lokaj.
Cały zadrżał i skulił się.
~Co ja zrobiłem…~
Pomyślał hrabia, zaciskając paznokcie na swoich kolanach.
~Jak mogłem, ja…
Ja muszę naprawić to teraz, zaraz…~
Chłopiec przypomniał sobie ciepło i troskę, jaką demon go obdarzył.
Był pewny jego uczuć co do niego.
Jednak czuł się źle, nienawiść do samego siebie zżerała go nieustannie.
~ Czy demony potrafią wybaczać?
  Czy potrafią wybaczyć po raz drugi…?~
_________________________________________

Sebastian przemierzał korytarze, aż w końcu natrafił swoją sypialnię.
Wszedł do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi.
Usiadł na rogu łóżka,  odkładając rękawiczki na półkę.
Dotknął dłonią swojego policzka.
~Ty durniu, jak mogłeś pomyśleć, że  pokocha Ciebie?
  Jak pokocha takie zło, którym jesteś  ty?~
Sebastian spojrzał na swoją dłoń, na której widniał pentagram.
~Teraz pewnie szydzi ze mnie, śmiejąc się pod nosem…~
- Zaufałem mu, a tak naprawdę nie powinienem…
- Zgodzę się.
Odpowiedział tajemniczy głos, jednak dla Sebastiana wielce znajomy.
Mężczyzna mimowolnie drgnął i szybko podniósł się na równe nogi.
- No, no Sebastianie… Nie poznajesz swego druha?
Mglista poświata, przeszła przez ciało lokaja.
- Kim jesteś?
Zapytał spokojnie lokaj, poprawiając swój frak.
W szarej chmurze, dostrzegł znajome czerwone oczy i białe kły.
- Zerfingen…
Oznajmił Sebastian mrużąc oczy.
- Czego tu szukasz? Jeśli zaraz nie odmeldujesz się w stronę wyjścia, będę musiał użyć nieco siły.
- Czyżby nasz demon zakochał się w… Człowieku?
Sebastian, szybkim zwinnym ruchem złapał poświatę bez najmniejszego problemu, jednak po chwili rozmyła się i znalazła się tuż za nim, szepcząc mu do ucha:
- Nie uwierzę, że nie wiesz, iż nasz władca jest na Ciebie wściekły…
- Wściekły powiadasz?
Zaśmiał się lokaj, odwracając się w jego stronę.
- Wściekły na co?
-  Ah Sebastianie… Byliśmy wspólnikami, a teraz wyprzesz się nawet jego zakazu?
- Jakiego zakazu?
Sebastian powoli tracił cierpliwość.
-  Zakazu, odnoszącego się do twych uczuć mój drogi.
Przeraźliwy, demoniczny śmiech rozległ się w całym pokoju.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Dobrze wiesz Sebastianie. Ja wiem, Ty wiesz, wszyscy wiedzą. Nawet nasz pan.
- I co w związku z tym? Doprowadzasz mnie do białej gorączki.
Sebastian nie miał siły użalać się nad nim, chociaż w każdej chwili mógł go zdmuchnąć z powierzchni ziemi.
- Chciałem tylko uwzględnić fakt, że na Twoim miejscu zaprzestałbym wszelkich uczuć i trosk co do „paniczyka”. Nie korzystnie się to dla Ciebie skończy. Wiesz jaką on ma moc.
Po za tym spójrz- jesteśmy złem.
Sebastian przez chwilę zawahał się.
Przypomniał sobie czułość i ciepło Ciela.
Jednakże ujmując  fakt, jak
młody szlachcic zachował się po całym zajściu, ukuło go w sercu.
~Czemu akurat ja z tysięcy demonów posiadam uczucia?
  Czemu posiadam serce…? ~
Pomyślał lokaj i dodał pochopnie.
- Żegnam Zerfingen.
- O nie mój drogi. Lepiej brzmi  stwierdzenie „do zobaczenia”…
Ponownie rozległ się ogłuszający pisk i mgła rozpłynęła się, aż w końcu całkowicie zniknęła.

______________________________________

~Sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.
  Co z Paniczem? Czemu tak się zachował?
 Czyżbym go… Onieśmielał?~
Lokaj zmęczony całym zajściem, ponownie usiadł na łóżku, rozmyślając o całej sytuacji z Paniczem.
~ Nie mogę go nienawidzić za to, że nie odwzajemnia moich uczuć.
   Stałem się jednym, wielkim pośmiewiskiem.
   Tak Paniczu- to zabolało, wręcz rozerwało mi serce, słyszysz?
   Zadowolony jesteś z takowej odpowiedzi…?~
Zakrył dłońmi swoją twarz.
 ~Jesteś zakazanym owocem Ciel’u Phantomhive.
   Nie da się Ciebie odkryć, a zbliżyć na pewno.
  Jednak chyba powrócę do tego, jakim byłem przedtem.
  Tak będzie lepiej- dla nas obojga. ~
-  I wiesz co?
Zapytał samego siebie, po chwili dodając.
-  Więcej nie dam się nabrać, ale również nie przestanę kochać…


wtorek, 18 marca 2014

Rozdział II - Sebastian&Ciel

Chłopiec ku swemu zdziwieniu obudził się w tej samej pozycji w której znajdował się niemalże godzinę temu.
~Czyżbym przysnął?~
Rozejrzał się po pokoju, jednak nic się nie zmieniło.
Talerz z zimnym już śniadaniem, nadal spoczywał na półce, która posiadała zakończenia wyżłobieniem pyskiem lwa. Ciel westchnął i przypomniał sobie ów zakaz, który powiedział do kamerdynera.
W sumie nie było to nic czego tak naprawdę chciał.
Chciał jego. Tylko jego…
-Sam sobie poradzę.
Prychnął młody szlachcic, wstał i podszedł do swej ogromnej szafy. Oczywiście na wieszaku był już przygotowany i staranie ułożony strój.
Phantomhive musiał się nieco wysilić, aby móc sięgnąć wieszak, który był dość (jak dla niego) za wysoko usytuowany.
- Jak to się zaczynało…
Powiedział lekko zdezorientowany, kładąc strój na łóżku.
Tę czynność, jak również pozostałe, były wykonywane przez Sebastiana.
Teraz jednak nie zamierzał go wołać.
Chciał sam o siebie zadbać. Chciał wmówić sobie, że wcale nie jest mu potrzebny.
Jednak tak naprawdę było zupełnie inaczej… Pod każdym argumentem. Nie tylko pod służbą.
Powoli, zdjął swoją leciutką koszulę nocną. Promyki słońca oświetlały jego nagie, jak również nieskazitelnie, piękne, drobne ciało.
Założenie bielizny przyszło mu (jak na pierwszy raz) w miarę przyzwoicie.
Problem zaczął się z wiązaniem butów i zapinaniem koszuli.
- Żałosna robota!
Krzyknął Ciel próbując za wszelką cenę zapiąć choć jeden biały guziczek.
Niespodziewanie usłyszał trzy ciche pukania do drzwi- zadziwiająco spokojne…
- N-Nie wchodzić.
Wydukał Ciel. ~Cały, żałosny, jąkający się ja…~
- Paniczu, czy wszystko w porządku?
Usłyszał melodyczny głos za drzwiami.
~Po prostu tu ze mną bądź…~
Pomyślał Ciel, dotykając zimną dłonią swojego serca.
Jednakże nie odpowiedział na zadane pytanie lokaja.
Czuł się okropnie, ale za wszelką cenę nie mógł tego okazać, po prostu nie mógł…
Nie potrafił tak po prostu udawać siebie.
Zostałby wyśmiany, odtrącony. Tak się tego bał…
Nie rozmyślając już dłużej, szybko zawiązał czarną przepaskę na swoje prawe oko, posłał szybko i niestarannie łóżko. Rzucił gdzieś na bok piżamę i usiadł wygodnie w fotelu wiedząc, iż Sebastian zaraz wejdzie do pomieszczenia.
~A więc moja ukochana „masko nienawiści”, przywrzyj do mej twarzy…~
Lokaj otworzył drzwi od sypialni chłopca, a ten tak jak pomyślał, tak też zrobił.
Przybrał smętny wyraz twarzy, mrużąc przy tym oczy oraz opierając policzek na swojej drobnej dłoni.
~To naprawdę nie ja…
  Sebastianie to nie ja… Słyszysz…?~
Pomyślał chłopiec, starając się nie zmieniać wyrazu twarzy, jednakże jego serce chciało rozerwać się na dwie połówki. Dwie krwawe połówki.
Spojrzał na Sebastiana i dodał w swojej zaburzonej myślami głowie:
~Och Sebastianie, Sebastianie…
 Jak dobre, że nie czujesz tego co ja.
  Jak dobrze, że nie czujesz tej udręki, tego bólu…~
__________________________________

~Wszedłem do pokoju.  Najchętniej wziąłbym go teraz w me ramiona…
  Tak chciałbym, aby wyjaśnił mi to wszystko.
  To wszystko dlaczego tak się zachowuje.
  W sumie… Gdyby się otworzył, ja musiałbym również.
  A gdyby znów to wykorzystał?
  Co wtedy…? ~
- Paniczu?
Zapytał Michaelis lekko zszokowany, iż młody hrabia nie zawołał go do pomocy.
- Co się tak patrzysz? Widzisz mnie pierwszy raz?
Westchnął Ciel i z udawaną beztroską spojrzał w bok.
- Słyszałem, iż Panicz gorączkowo się z czymś męczył, dlatego też, chciałem pomóc jak na sługę przystało.
- To chyba źle słyszałeś.
- Cóż, demony nigdy nie zawodzą doskonałym słuchem jak i wzrokiem.
Lokaj przybrał przez chwilę taką sama mimikę twarzy jak jego władca.
Obydwaj grali w tą samą grę. Razem obracali się i zmieniali nagle zasady gry. Zmieniali wiele rzeczy, ale nigdy nie zmienili swego prawdziwego wnętrza.
Chłopiec czując na sobie wzrok demona, w końcu spojrzał na niego.
To co ujrzał było pierwszy raz tak silne.
~To naprawdę Ty…? Nie…~
Zapytał samego siebie i jego twarz samoczynnie złagodniała.
Nie  reprezentowała się teraz sztuczną maską, sztucznymi uczuciami, ale prawdziwym uczuciem zdziwienia i przejęcia.
Lokaj nie zmieniał jednak swojego wyrazu twarzy.
~I jak Paniczu? Ciekawie tak, widzieć mnie w owej masce?~
Patrzyli tak na siebie przez parę chwil- w ciszy.
W końcu lokaj, przybrał swój normalny wyraz twarzy.
Normalny „kiedyś”, ale dla chłopca nadal wydawał się na swój sposób…
Inny. Bez tej iskierki. Brakowało mu tego.
Nie chciał by się zmieniał.
Kochał go za to jaki był.
~Czy on przez chwile nie pokazał mi mojego zewnętrznego wizerunku?
  Zewnętrznej... Maski?~
Zastanowił się przez chwilę młodzieniec.
Jednak oprzytomniał gdy demon oznajmił bardzo zimnym tonem.
- Doceniam starania Panicza, jednakże…
Rozejrzał się po pokoju swojego pana i  spojrzał ponownie na niego i na jego lekko rozpiętą koszulkę.
-…powinienem jednak pomóc skończyć  Panicza „ubieranie” . Nie chce chyba Panicz tak wyjść, czyż nie?
-  N-nie chcę.
  Za jęknął się chłopiec, nie panując już nad tym.

                  
~Czyżbym go tym ranił…?
  Cóż ja wygaduje…~
Przyłożył dłoń do swojego czoła. Już sam nie wiedział jaki ma być. Nie wiedział…
Sebastian dostrzegł to.
- Wszystko w porządku mój Panie?
Lokaj spojrzał na niego z takim przejęciem i ciepłem. Nie mógł tego ukryć, widząc gdy jego panu się coś dzieje.
- T...
Zaczął Ciel i gdy spojrzał na demona, poczuł ból w sercu.
Ból spowodowany własnym poczuciem winy.
~Jak ja  m-mogę dla niego taki b-być…
  Ja j-już dłużej nie m-mogę…
  A j-jak on nie udaje..?
  Może naprawdę nie wszystkie d-demony są i-identyczne…?~
-T-tak…
Dokończył hrabia, patrząc na niego.
Sebastian zamknął powoli powieki i odrzekł.
- Rozumiem.
Podszedł powoli do Ciela, który od razu spuścił wzrok.
Maska Ciela zaczęła powoli znikać.
Zaczęła znikać z wyrzutów… Z wyrzutów tak wielkich…
Sebastian powoli, zaczął zapinać malutkie, białe guziczki koszuli chłopca.
Powoli i dokładnie. Tak ja robił to zawsze.
Chłopiec spojrzał na swoje drgające dłonie.
Potem na Sebastiana, którego dłonie delikatnie trącały jego śliczne ciałko przy zapinaniu.
Łza spłynęła po jego policzku, jednak lokaj był zajęty i tego nie dostrzegł.
Potem kolejna- druga, trzecia, czwarta…
Tak bardzo się bał, że już  go stracił.
~Ta moja durna maska!~
Zadrżał nagle, a kolejne łzy same cisnęły mu się do oczu.
Jedna łza spłynęła na rękawiczkę Sebastiana.
Dostrzegł to. Już chciał delikatnie zadrzeć głowę by móc spojrzeć na chłopca, jednak czyjeś drobne ręce, oplotły go wokół szyi, dociskając delikatnie do swojej klatki piersiowej.
Swój wilgotny od łez policzek oparł na kruczoczarnych włosach Sebastiana.
~Zostań, po prostu bądź…
  Nie odchodź…~
Pomyślał chłopiec.  Tak się bał…
~ Czy ja śnie? ~
Pomyślał Sebastian, czując wątłe ramiona chłopca, oplatające jego szyję, jego wilgotny od łez policzek.
~ A jeśli to kolejna gra w której główną rolę odgrywa zabawa moimi uczuciami?
 Jeśli to kolejne wyśmianie?~
Zastanowił się przez  chwilę, jednak po chwili zwątpił w to co przed chwilą przeszło mu przez umysł.
Poczuł jak chłopiec cały drży, kolejne łzy spływają po jego policzkach, a serce bije jak dzwon.
Zapomniał w tej chwili o wszystkich zachowaniach swojego pana.
Chciał po prostu, aby ten wiedział, że on go nigdy nie zawiedzie.
~A co jeśli to zasadzka?~
Pomyślał raz jeszcze, jednak czując całe roztrzęsienie chłopca, otworzył się przed nim.
Nie odtrącił go.
Objął chłopca, jak najdelikatniej potrafił.
Wtulił się w niego.
Phantomhive przycisnął go ponownie do swojej klatki piersiowej, nadal opierając policzek na jego włosach. Kruczoczarnych kosmykach tak przyjemnych w dotyku, tak aksamitnych.
Chłopiec czując oplatające go silne ramiona mężczyzny, nieco się uspokoił.
Poczuł, że naprawdę mu ufa, że może powiedzieć mu wszystko.
Nawet to czego tak bardzo się bał… Nawet tego co tak gorączkowo udawał.
Powiedzieć mu o swoich wyrzutach i o całym jego dotychczasowym zachowaniu- przeprosić go…
Łzy powoli ustały, jednak on nie zmieniał pozycji.
W pewnym momencie chłopiec osunął się delikatnie, jednak Sebastian podtrzymywał go

cały czas.
Trwali tak długo. Wtuleni w siebie.
Jakby w otchłani bez słów.
Jednak ich serca razem igrały w tej grze nieustannej ciszy.
To właśnie one były najbardziej słyszalne.


Grały w jednym, pięknym, wspólnym rytmie.
  Rytmie, którego nikt nie byłby wstanie powstrzymać…




sobota, 15 marca 2014

Rozdział I - Sebastian&Ciel

  Jasność. Jaka jest jasność? Czym ona jest?
  Jest promieniem słońca. Jest nadzieją na lepsze jutro.
  Jest siłą.
  Siłą, dzięki której staramy się spojrzeć na otaczające nas zdarzenia.
  Zdarzenia z zupełnie innej perspektywy.
_________________________________________________________                                                            

Dwór hrabiego Ciela Phantomhiv'a, przez ostatnie lata wielce się nie zmienił.
Zasadzono nowe kwiaty (w tym oczywiście róże), zmieniono wystrój niektórych pokoi.
Służba również sie nie zmieniła.
 
Finnian- ogrodnik, Maylene- pokojówka, Baldroy- kucharz, Tanaka- zarządca posiadłości 

i oczywiście… Sebastian Michaelis.
Demoniczny lokaj, oddany swojemu małemu Paniczowi.
W sumie… Nic się prawie nie zmieniło, czyż nie?
Chociaż… Któż to wie.
Może jednak bardzo wiele…?

***

Promyki wschodzącego słońca, można było bez trudu dostrzec, nawet przez wielkie, czarne, ciężkie zasłony w pokoju młodego lorda.
Chłopak delikatnie podniósł zaspane jeszcze powieki, patrząc w stronę słońca.
- Dzisiejsze słońce jest nad wyraz…
Nie dokończył gdy ktoś dwa razy zapukał o framugę drewnianych drzwi.
Chłopak przetarł kilka razy oczy, by bardziej się rozbudzić, po czym dodał:
- Proszę.
Oznajmił młody szlachcic swoim smutnym, jednakże melodycznym głosem.
Do pokoju wszedł Sebastian, trzymając w dłoni tacę ze śniadaniem dla swojego panicza.
Uśmiechnął się do niego tym swoim zadziornym, jakże i sexownym uśmiechem.        
- Dzień dobry paniczu. Widać, iż nie musiałem wyjątkowo dziś budzić panicza z tych pięknych krain Morfeusza.
- Zamknij się.- oznajmił szorstko Ciel, mrużąc oczy.
Sebastian służył dla niego już bardzo długo, jednak denerwowało go to w jaki sposób młody hrabia się do niego odnosi i podchodzi. Zaraz... Przejmowałby się tym?
Przecież jest krwiożerczą istotą- jest demonem.
W sumie wiedział, iż chłopak myśli  (może jest nawet tego pewien), że demony nie mają uczuć miłości. Nigdy ich nie znały i nigdy ich nie zaznają.
Ale młody hrabia nie wiedział również wielu innych rzeczy… Wielu sekretów Sebastiana.
Sekretów związanych również z miłością…
Demon miał wiele za sobą podpisanych kontraktów.
Jednak nigdy nic konkretnego nie czuł co do swoich podopiecznych.
Jednak z tym chłopcem było zupełnie inaczej…
Lokaj jednak starał się, za wszelką cenę zamaskować jakiekolwiek uczucia co do swojego władcy.
Było to dla niego trudne. Towarzyszył mu również wielki ból w sercu.
Dogryzał mu- jak panicz jemu.
Drwił z niego- jak hrabia z niego.
Okazywał chłód…- tak jak młody lord do niego.
I tylko dlatego,  aby nie pokazać swych wewnętrznych uczuć…
„Wewnętrznych”?
To demony mają jakieś wnętrze?
Jak widać niektóre z nich mają.
Od razu  nasuwa się pytanie „Jak to…?”.
Jednak tylko czarny kamerdyner- Sebastian Michaelis zna odpowiedź na to nurtujące nas  pytanie.
Czy kiedykolwiek ktoś się o tym dowie…?
Nic nie wiadomo…
- Przygotowałem dla panicza naleśniki z…
Zaczął Sebastian, gdy nagle Phantomhive przerwał mu.
- Mówisz tą swoją „gatkę” codziennie. Przecież wiem, że nie możesz mnie okłamać.
Powiedział szorstko chłopiec i wskazał palcem na drzwi i dodał:
- A teraz wyjdź stąd. Nie jesteś mi na razie do n.i.c.z.e.g.o potrzebny.
Kiedyś demon dogryzłby mu lub zwyczajnieby odszedł i zajął się swoim sprawami. Nie przejął by się tym.
Jednak teraz było inaczej, a on musiał to za wszelką cenę ukryć.
- Yes, my lord.
Powiedział tylko. Wziął tackę, ukłonił się i wyszedł.
Zamknąwszy delikatnie drzwi, poszedł kilka kroków od sypialni panicza.
Wtem uderzył z całej siły oraz z całej swej złości trzymanej w sobie tacę, która przecięła się na pół.
~Kocham go, a jednocześnie ten ból....~
Sama myśl, którą wypowiedział w swym umyśle w ogóle nie była spójna.
Demon?
Demon i miłość?
Silna miłość? Najsilniejsza ze wszystkich możliwych…?
~Jak to brzmi. Jak ktoś taki jak ja potrafi kochać…
  Jednak stało się i przyznam, że to pewnie przyjemne uczucie gdy…~
 Spojrzał raz jeszcze na drzwi od sypialni panicza.
-…gdy ktoś to odwzajemnia.
Dokończył na głos i ruszył ze spuszczoną głową w stronę kuchni.
~Gdy jednak tak nie jest. Towarzyszy Ci nie pojęty ból.
  Ból gorszy niż ból fizyczny…
  Ból w sercu. Wewnętrzne rozdarcie. ~

***
Gdy Sebastian wyszedł z pokoju i zamknął za sobą drzwi, Ciel wypuścił trzymane przez ten cały czas powietrze, by jego głos nie załamał się i nie drżał w rozmowie z kamerdynerem.
Spojrzał na pięknie i apetycznie wyglądające naleśniki, ale odłożył talerz na półkę.
Przysunął kolana do swojej brody i dostrzegł czarnego kruka, siedzącego na parapecie.
Ptak przyglądał mu się, przechylając głowę raz na lewą i raz na prawą stronę.
- Tak, wiem. Zdaję sobie z tego sprawę, że jestem okrutny…
Powiedział cicho Ciel, jakby z wyrzutami sumienia na samego siebie.
- Jak mam się niby zachowywać co?
Podniósł wzrok na ptaka, jakby wyczekując od niego jakiejś odpowiedzi.
Jednak kruk tylko zakrakał kilka razy i po chwili odleciał.
Hrabia był zażenowany samym sobą.
On taki nie chciał być…
Nie dla niego.

~Niby jaki mam być?! Jaki do cholery?! Czuły, ciepły i co?!

To wszystko zostanie przez niego wykorzystane…
Wyśmieje mnie. Chociaż ja robię to o wiele częściej niż on, ale...
Po pierwsze aby zamaskować w ten sposób moje uczucia, a po drugie...
On jest przecież demonem…
Nie sprawiam mu tym bólu…~
Chłopiec zacisnął powieki i szkarłatna łza spłynęła po jego policzku.
~Chciałbym po prostu, aby ktoś mnie pokochał...
  Nie mam sił już tak udawać, przed samym sobą jaki jestem oschły wobec niego.
 Ale nie chcę też się narażać. Narażać na odtrącenie... Co ja mam zrobić?~
Podniósł ponownie, wilgotne od łez powieki i dodał znów w myślach, zerkając na drzwi z których przed kilkoma minutami odmeldował się jego lokaj.
~Dobrze przynajmniej, że moim fałszywym wizerunkiem nie sprawiam mu bólu.
  Dobrze, iż Sebastian nie czuje bólu związanego miłością.
  Wtem, moje zachowanie wobec niego byłoby wielką dziurą w jegosercu.
  Nie wybaczyłbym sobie tego…
Ale jak widać- demony naprawdę nie mają tego uczucia.
 Nie znają miłości... ~
_____________________________________________

I tak oto powstała pierwsza część.
Sam/a do końca nie wiem jak udało mi się to wszystko odtworzyć i przekazać Wam.
Postaram się dodawać nowe części (o ile czas na to pozwoli).
I nie wstydźcie się pisać o tym, czego Wam tu zabrakło albo może co przypadło do gustu.
Postaram się dostosować do Waszych potrzeb nekosie.
W końcu... To chyba dla Was piszę, prawda?
Dlatego zależy mi bardzo, aby  może nie w dużej mierze mi się podobało,
ale żeby Wam się to wszystko przyjemnie, miło i spójnie czytało.

Ma­my pra­wo po­pełniać w życiu wiele błędów. Oprócz jed­ne­go- te­go, który niszczy nas samych. "

Paulo Coelho